Wymyśliliśmy sobie, że trasę od Gardy do Como przejedziemy krajoznawczo, lokalnymi drogami, nie autostradą. Głupi pomysł. Bezmyślna nawigacja (ze specjalną aplikacją dla kamperów) ominęła nie tylko autostradę, ale też potraktowała lokalne drogi jako płatne trasy i wywiozła nas na ścieżki ostatniej możliwej kategorii. Kto by pomyślał, że zwykłe ulice między miasteczkami są tu traktowane jako „płatne” chociaż są normalnie dostępne.
Wjechaliśmy na wąską, jednokierunkową drogę, bez możliwości zatrzymania się, manewru, zawrócenia, nic. Dalej będzie tylko gorzej, więc jedyna słuszna decyzja: wracamy tą samą trasą, jest trudna, ale sprawdzona i przejezdna. Przy pierwszej okazji spróbowalismy zawrócić. Masakra. Cofanie pod górkę z odpowiednim skrętem przyczepą, gliniaste, rozmokłe podłoże, grząsko, wąsko i deszcz. Koła auta boksowały, a przyczepa nie miała wystarczająco miejsca na pełny, solidny skręt. Do tego niebezpieczny dołek tuż przy samej drodze, który tylko czyhał, żeby się ześliznąć. Po wielu próbach udało się nam wyszarpać i wydostać wreszcie z tej czeluści.
To tyle, jeśli chodzi o drogę na skróty. Po ponad godzinnej tułaczce wróciliśmy ubłoceni i zmoknięci do punktu wyjścia, na normalną ulicę, stamtąd na autostradę. Nauczka na przyszłość: nie zjeżdżamy z dróg asfaltowych 😉 M&P











Dodaj komentarz