Nasza austriacka przygoda dobiegła końca.
Na ostatni dzień zaplanowaliśmy sobie solidny dzień pracy, górskie wędrówki i austriacki wieczór: Erdäpfel-Gulasch, Spätzle, Kartoffelsalat, Brezeln i Mooser helles Bier.
Na mapie naszych tyrolskich celów był jeszcze Wolfsklamm – ok. 6 km trasa wąwozem z potokami, z dość wymagającymi szklakami pieszymi przy kanionach, grzbietach górskich i wodospadach. Niestety Wilczy Wąwóz musi na nas poczekać, wrócimy tu przy bardziej sprzyjających warunkach. Tego dnia poznaliśmy bowiem drugie oblicze Tyrolu: nagłe zmiany pogody, gwałtowne porywy wiatru i ulewne deszcze, ze spadkiem temperatury do 3 stopni (tak, na szczęście mamy ogrzewanie). Podmuchy wiatru były tak silne, że ok. 4 nad ranem obudziło nas „kołysanie” przyczepą! To dopiero przygoda 😉
Jedziemy dziś piękną tyrolską autostradą przez Innsbruck i Bolzano w kierunku Jeziora Garda. Italia na „dzień dobry” przywitała nas widokiem ośnieżonych szczytów górskich i temperaturą 7 stopni… Może jednak maj to zbyt wcześnie na takie podróże? Gdzie to ciepełko? M&P











Dodaj komentarz