Jest weekend i mamy cały dzień na poznanie Mediolanu. Auto zostało na parkingu w Saronno, stamtąd wygodnie, pociągiem tylko 19 minut i jesteśmy w Milano na dworcu Porta Garibaldi. Jeszcze tego nie wiemy, ale dziś pokonamy 27 tysięcy kroków 😉
Krótki spacer do centrum, po drodze przypadkowe Muzeum Risorgimento (chcieliśmy zobaczyć tylko dziedziniec, ale sympatyczny Włoch zaprosił do zwiedzania, więc przy okazji pooglądaliśmy obrazy i stroje z historii Włoch od czasów Napoleona), potem budynek słynnego Teatro alla Scala, jeszcze jeden zakręt i tu zaczęły się zachwyty. Na początek eleganckie centrum handlowe Vittorio Emanuele II w oszklonym pasażu z luksusowymi butikami i przyjemnymi kawiarenkami. Kawka w takim miejscu smakuje podwójnie dobrze 🙂
Po wyjściu z pasażu wyłoniła się przed nami przeogromna, skąpana w słońcu duma miasta, katedra Duomo di Milano. Jest dopiero połowa maja, mimo to dostać się do wnętrza mogą tylko najwytrwalsi. Nie marnujemy czasu na stanie w długich kolejkach po bilety, zwiedzamy „tylko” z zewnątrz. Aż żal było opuścić to miejsce.
Najważniejszymi, prestiżowymi ulicami Corso Vittorio Emanuele i Via Monte Napoleone, oglądając eleganckie witryny sklepowe, powolutku skierowaliśmy się do zamku Sforzów Castello Sforzesco. Wewnątrz galerie sztuki, na zewnątrz baszty, fosy, mury, ogromny dziedziniec, potężna budowla. Wyjście po drugiej stronie poprowadziło nas do parku Sempione, z widocznym w oddali Łukiem Pokoju Arco della Pace.
Na placu z widokiem na łuk odpoczęliśmy w restauracji przy wyśmienitej pizzy ze świeżą bazylią, ricottą i włoską mortadelą 🙂 I byłoby całkiem miło, gdyby nie łoskot przejeżdżających co kilka minut zabytkowych tramwajów. Każdy inny, każdy przenosił nas na chwilę w przeszłość. W tym samym miejscu, w innej epoce, też ktoś siedział na tym samym placu, w podobnej restauracji, z tym samym widokiem na łuk.
Po kawce i aperolku wracamy przez dzielnicę China Town. Jakoś dotarliśmy do dworca, ale to nie koniec, bo teraz trzeba jeszcze odnaleźć pociąg i peron. Udało się, ale tym razem pamiętamy, żeby skasować (!) bilety – mimo tego, że były kupione w kasie, nie w automacie, to zorientowaliśmy się, że bilet musi być skasowany w odpowiednim kasowniku, zielonym, tak jak logo pociągu regionalnego. Dobrze, że poprzednio nie było kontroli.
Wróciliśmy na kemping późnym wieczorem, jutro Como… M&P












































Dodaj komentarz